sobota, 29 września 2007

Koniec z goleniem nóg!

No tak... w końcu stało się to, co prędzej, czy później stać się musiało.
Zanim posądzicie mnie o jakieś skłonności trans czy coś, przeczytajcie o co chodzi z tym goleniem nóg :)
No ale może od początku... albo nie... od końca, o!
Krótko mówiąc w końcu zmieniam pracę!
Zaczęło się niewinnie. Numer telefonu od kogoś do kogoś (niestety publicznie nie mogę zdradzić, bo obiecałem), jeden dzień wolnego akurat w pracy, więc poszedłem na rozmowę nazwijmy to kwalifikacyjną. Pogadaliśmy na luzie i usłyszałem Zadzwonię do ciebie w poniedziałek. Niczego nie podejrzewając siedziałem wczoraj w byłej (heh, jak to fajnie brzmi) pracy. No właśnie.... Siedziałem... ale o tym za chwilę.
Zamiast dzwonić w poniedziałek zadzwonili już w piątek z informacją Od poniedziałku zapraszamy do pracy. Odpowiedziałem więc, że będę, tylko muszę iść powiedzieć do widzenia szefowej. Tak też zrobiłem. Nie wiem do końca co sobie o mnie myślała, ale mimo wszystko miło chociaż ostatniego dnia pracy dowiedzieć się, że władzy na mnie zależało.
Siedziałem, bo taka to praca była. I nie to, żeby siedzieć przy kompie i zajmować się programowaniem czy czymkolwiek użytecznym, tylko praca jako tzw. zapchaj dziurę, a konkretnie siedziałem na recepcji i to nie pierwszy raz, bo nie ma komu tak siedzieć(sic!). I właśnie stąd taki temat wpisu, bo nie mając innego wyjścia zwyczajnie naśmiewałem się sam z siebie, że stanowisko zobowiązuje i muszę golić nogi :D
Dużo by pisać i opowiadać o tamtej byłej pracy i rzeczach, które tam musiałem robić, ale wolę zapomnieć. Pewnie nie będzie łatwo, powróci nie raz w koszmarach wraz ze wszystkowiedzącym i upartym prawie tak bardzo jak ja Zorrem (wtajemniczeni z lekką znajomością hiszpańskiego wiedzią o co biega ;) ).
Póki co zostawiam to wszystko w spokoju i pewnie tak już pozostanie. Póki co czekam jeszcze na wypłatę za wrzesień, więc spokój może przerodzić się w niemałą i niemiłą (już nie dla mnie) wojnę, ale to tylko ostateczność w postaci obrony przez atak ;) Taki już jestem, że jak mi ktoś nadepnie na odcisk, to po trupach, ale udupię. No ale może nie będę musiał się użerać :]
Co będzie dalej się zobaczy. Jednego jestem niemal pewien, że ani przez moment nie pożałuję tego kroku.
Teraz będę pracował bliżej, od poniedziałku do piątku po 8 godzin, wolne weekendy, urlop (normalnie szok! co to znaczy "urlop"?), zwrot kosztów dojazdu, itp. ale przede wszystkim będę robił to, co lubię, czym się interesuję i to, w czym chcę się dalej rozwijać.
Co z tego wszystkiego wyniknie dowiem się już wkrótce.
Póki co kończę wywód, bo nic mi się już dziś nie chce. Znowu zaczęło się jeżdżenie w weekendy na parodię uczelni.

p.s. Dziękuję wszystkim normalnym z tamtej roboty. Fajnie czasami było ponabijać się z pozostałych - cholernych tchórzy, dupowłazów i kablarzy.

niedziela, 29 lipca 2007

Kashub Geek za 3625 dolców?!?

Hmm... idąc za linkiem na wykopie zrobiłem sobie teścik.
Pytanka wypełniałem uczciwie i wyszło mi oto coś takiego:
50% Geek
Tylko kto mi powie co to oznacza? Czy 50% Geek to dobrze, czy źle?
Myślę, że ciężko tak po prostu to stwierdzić po jednym "badaniu".
Ale mam plan. Wypełnię sobie ten teścik raz jeszcze, na przykład za kilka miesięcy. Wtedy zobaczymy jak zmienia się moja "Geekowatość" :D
Tylko żeby się nie okazało, że jest już za późno... 0_o

//edit
Widzę, że stronka ma kilka ciekawych testów. Nie wiem czy to, co napiszę nie okaże się dla mnie zagrożeniem, ale wyszło mi, że martwy jestem warty $3625 :
$3625.00The Cadaver Calculator - Find out how much your body is worth. From Mingle2 - Free Online Dating